NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

INSTAGRAM

Instagram has returned invalid data.
Jakub Mauricz – dietetyka i suplementacja
10 Listopad, 2017 / • Kategorie: 1

Kilka słów o mnie:

Jakub Mauricz – światowej klasy ekspert w dziedzinie dietetyki i suplementacji, szkoleniowiec, dydaktyk. Na co dzień współpracuje m.in. z Mamedem Khalidovem, Aslambekiem Saidovem, Michałem „Cipao” Materlą i Maciejem „Irokezem” Jewtuszko, a także innymi zawodnikami spoza świata sportów walki: Bartłomiej Lipka (crossfit) i Maureen Blanquisco (bikini fitness). Specjalista do spraw przygotowania kondycyjnego w sportach szybkościowo-siłowych. Właściciel centrum dydaktyczno-treningowego MAURICZ.COM oferującego kursy, szkolenia i współpracę ze sportowcami zawodowymi. Autor wielu publikacji naukowych oraz artykułów publikowanych w czasopismach popularnonaukowych, eksperckich oraz lajfstajlowych.

Od czego zaczęła się Twoja przygoda ze sportem? Jak wyglądały Twoje początki? Było ciężko?

Moja przygoda ze sportem rozpoczęła się od tego, że jako dziecko przez całe wakacje między trzecią, a czwartą klasą szkoły podstawowej zamknąłem się w domu i jadłem tosty z serem, które zagryzałem cukierkami z toffi. W wyniku tego po wakacjach moja wychowawczyni stwierdziła, że zamieniłem się w pulpeta i tak to trwało aż do 2 klasy gimnazjum, kiedy koledzy nakłonili mnie do aktywności fizycznej i zainteresowali mnie rzutem dyskiem. Wtedy na poważnie zacząłem interesować się żywieniem, suplementacją oraz metodyką treningową i w końcu wysiłki dały zamierzone rezultaty.

Oczywiście procesy związane z odchudzaniem się rozpocząłem od razu od 4 klasy szkoły podstawowej, ale miałem słomiany zapał i nie wiedziałem do końca jak się za to zabrać. Popełniłem kardynalny błąd, który powtarzają setki tysięcy osób – głodziłem się na co dzień zjadając po prostu zbyt małe ilości pokarmu, tylko po to, aby za kilka dni objeść się cukierków i innych smakołyków. Treningi przede wszystkim były biegowe, a nie wzmacniające. Z perspektywy czasu żałuję, że wokół nie było nikogo, kto by mnie poprowadził, chociaż mając te 12, 13 lat wiem, że ciężko byłoby znaleźć trenera personalnego. Nie była to jeszcze wtedy tak popularna profesja. Podsumowując – tak, było ciężko, dopóki sam nie poznałem odpowiedniej metodyki i nie rozłożyłem działań w czasie, sumiennie trenując i oczekując na rezultaty, które zwiększały się z miesiąca na miesiąc.

Dlaczego postawiłeś właśnie na ten sport?

W sumie, to przypadkiem. Mój kolega z sąsiedztwa – Paweł Wronka – był pierwszym w województwie zachodniopomorskim kulomiotem i nakłonił mnie do trenowania rzutu dyskiem, bo na pchnięcie kulą byłem zbyt drobny, a oszczep jakoś mi nie podchodził. Chciałem robić coś siłowego. Na treningach podnosić ciężary, robić zarzuty sztangą. Nigdy nie myślałem o trenowaniu biegania. Zostało mi to to dziś. Wolę trenować na ciężarze własnego ciała lub z obciążeniem zewnętrznym, co daje dużo lepsze i szybsze rezultaty niż zwykłe bieganie, aczkolwiek tę ostatnią formę wysiłku również uprawiam rekreacyjnie, gdy chcę się po prostu wyciszyć, bieg w lesie w ciszy i spokoju to jest to.
Jak często ćwiczysz?

Bywa z tym różnie, głównie ze względu na ogrom obowiązków związany z prowadzeniem firmy, szkoleń, nadzorem redakcyjnym nad magazynem Body Challenge, a także opieką nad sportowcami zawodowymi, których w portfolio mamy naprawdę dużo. Jednak nawet wtedy staram się ćwiczyć co najmniej 2 razy w tygodniu, a po długiej podróży autem na miejsce szkolenia staram się chociaż wykonać ćwiczenia mobilizacyjne obręczy barkowej i biodra. To podstawa gwarantująca sprawność. Wiele osób pomija te działania lub zwyczajnie o nich nie wie, a potem narzekają na bóle pleców, sztywność i zaokrąglone plecy. Od jakiegoś czasu mocno rozwijam się pod okiem mojego szefa działu szkoleń motorycznych – Macieja Bielskiego i mam stworzony świetny plan treningowy, który obejmuje dwa treningi wzmacniające z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu, jeden trening biegowy i jeden trening, który mogę wykonać w pokoju hotelowym, więc jest to system, który bardzo dobrze się u mnie sprawdza, nawet przy konieczności wyjazdów poza miejsce zamieszkania od środy do niedzieli włącznie, co zdarza się niestety często.

Mógłbyś opisać swój trening? Ile czasu dziennie na niego poświęcasz?

Maciej Bielski cytuje często swoich amerykańskich mentorów, takich jak Jim Wendler, Joe deFranco, czy Louie Simmons, a jego podejście cechuje minimalizm treningowy. Jak to się mówi, ‚doing less is doing more’. Mój plan to tak zwany full body workout. Rozpoczyna się rozgrzewką, zazwyczaj ustaloną jako 3 minuty intensywnego treningu na ergowiosłach, przepychanie ciężkich „sanek”, albo ski-erg. Po tym czasie następuje około 10-minutowa mobilizacja, a potem cykl trzech ćwiczeń aktywujących układ nerwowy, co stanowi przygotowanie do właściwej części treningu. W ramach tego wykonuję zazwyczaj wskoki na skrzynię, wąskie pompki na piłce lekarskiej oraz rzut piłką lekarską z biodra za siebie. Potem jest już ostro: wykroki chodzone, wiosłowanie hantlami, spacer farmera, martwe ciągi rumuńskie, gobblet squat, wyciskanie zza głowy siedząc, takie standardowe ćwiczenia atletyczne, które można często zobaczyć w przygotowaniu motorycznym zawodników sportów walki, strong manów lub crossfit. Kwestia połączenia tego w całość i dobrania do indywidualnych potrzeb to prawdziwy majstersztyk, za co jestem ogromnie wdzięczny Maćkowi. Czasowo ze wszystkim staram się zamknąć w 60-80 minutach podczas pojedynczej sesji.

Jakich przedmiotów/gadżetów nie może zabraknąć podczas Twojego treningu?

Moje wymagania są dość proste i większość boxów crossfitowych posiada wszystko, czego potrzebuję – sztanga, kettlebell, hantla, guma, drążek i nieco miejsca dla siebie. Nie jestem fanem maszyn. Zbyt dużo siedzę na tyłku przez większość dnia, żeby potem jeszcze siadać na maszynie i wykonywać ruch jednostawowy. Musimy pamiętać, że wielostawowe ćwiczenia warunkują prawidłową postawę ciała i nic tak nie prostuje człowieka jak sztanga. Taka prawda.

Ćwiczysz sam? Czy uczysz też innych? Co wtedy czujesz?

Zazwyczaj ćwiczę sam, ale w sytuacjach wyjazdowych, jak teraz, podczas szkolenia trenera personalnego w formie obozu w Wałczu, mogłem liczyć na wsparcie moich szkoleniowców, którzy są starymi „giermkami” Macieja Bielskiego – Paweł Rakoczy, Marcin Olszewski i Tomasz Michalak zawsze zerkną na mnie, poprawią i zmotywują do ostatnich ciężkich powtórzeń. Czasem ktoś mnie rozpozna podczas treningu i chce zamienić kilka słów, ale najczęściej w odniesieniu do żywienia i suplementacji. Nie biorę się za naukę innych, bo uważam, że w tej kwestii są ode mnie dużo lepsi – jak na przykład moja kadra ruchowa – a poza tym mam tak mało czasu, że staram się maksymalnie wykorzystać tę godzinę dla siebie.

Co daje Ci sport?

Przede wszystkim, lepszą produktywność na co dzień, co przekłada się na większą ilość spraw, które jestem w stanie załatwić. Jestem lepiej zorganizowany, mam większy poziom energii – paradoksalnie w obliczu zmęczenia występującego po treningu – co pozwala mi dzielić się lepiej wiedzą z moimi kursantami. To zadziwiające jak wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawę, że poprzez wykonywanie nawet rekreacyjnego treningu 2-3 razy w tygodniu mogliby się lepiej poczuć, lepiej wysypiać i być po prostu bardziej użytecznym na co dzień.

Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?

Powiedziałbym, że bycie liderem w tym co robię. Zarówno jako pionier nowoczesnej dietetyki w Polsce, ale także jako lider zespołu, który ciągnie rozwój całej swojej kadry. Mówi się, że „jaki pan, taki kram.” Staram się zawsze o tym pamiętać. O relacjach, wdzięczności, a także rozwoju, który musi towarzyszyć na co dzień każdemu dobremu szkoleniowcowi. Kiedyś usłyszałem od jednego z doktora Artura Litwiniuka na AWF w Białej Podlaskiej, że „nawet papier toaletowy wie, że aby być użytecznym, trzeba się rozwijać.” Śmieszne, ale jednocześnie bardzo mądre słowa.

Najtrudniejsze wyzwanie związane ze sportem to…

Częstotliwość, przynajmniej dla mnie. Czasem jestem tak zawalony obowiązkami, że patrzę na zegarek i jest siódma rano, a gdy patrzę chwilę później, to wskazówki są na godzinie 18.00, a ja mam wrażenie, że jeszcze dobrze nie rozpocząłem pracy. Niekiedy spotkania biznesowe, czy wyjazdy tak rozregulowują dzień, że ciężko jest mi wykonać całą pracę związaną z pisaniem, czytaniem, delegowaniem obowiązków, a jeszcze trzeba wykonać trening. Na szczęście nawyki, które wykształcają się już w nas po 2-3 tygodniach szepczą do ucha: „rusz się na trening, bo spróchniejesz.”

Co w sporcie daje Ci największa satysfakcję? Co największa frajdę?

Zabrzmi to nieco jak masochizm, ale chyba krew, pot i łzy. Lubię w sobie tę bitwę z myślami, że jest bardzo ciężko, mięśnie puchną, jest zadyszka, a jeszcze tyle rzeczy do wykonania w ciągu dnia, na co trzeba w końcu zachować energię. Przecież nikt nie liczy tych serii za mnie, nic się nie stanie jeśli dziś zamiast czterech, zrobię trzy. Ale potem patrzę w lustro i wiem, że wszystkich oszukam, ale siebie nie. Bycie fair wobec siebie jest najważniejsze, a nagroda jest taka, że za tydzień ten sam trening jest lżejszy wobec zmian adaptacyjnych i… trzeba podciągnąć poprzeczkę do góry!

Największa zaleta uprawiania sportu to….

Więcej energii, lepsza organizacja, lepsze samopoczucie, lepsza sprawność i lepszy sen.

Co Cię mobilizuje?

Krążenia bioder i ruchy skrętne odcinka piersiowego kręgosłupa (śmiech). Tak serio, to chęć bycia lepszym jutro. Chcę być lepszy, niż jestem dziś. Mam chyba obsesję na tym punkcie. Czasami zdarza mi się narzekać, że chciałbym móc po prostu po 16 rzucić całą robotę w diabły i iść na piwo, upić się na imprezie, ale… wtedy robiłbym to, co cała reszta. Nie chcę być zwyczajny.

Masz swoje ulubione hasło motywacyjne? Jakie?

Wiara w siebie i zapier*****. To jedyna droga do sukcesu, jeżeli musimy budować coś od zera. Jeżeli nie ma nepotyzmu, kumoterstwa, bogatych rodziców, to tylko ciężka praca i wiara w to, że zrodzi to w przyszłości owoce jest dla nas nadzieją. Mnie budowanie tego, co mam teraz zabrało w sumie 14 lat, licząc okres od mojej przemiany w gimnazjum. Od momentu pracy jako redaktor i trener, a potem dietetyk – co najmniej 9. Dopiero kilka lat temu zacząłem zbierać plony z wieloletniej pracy. Jeśli chcesz być dobry, musisz mieć smykałkę i zacząć wcześniej.

Skąd czerpiesz energię?

Przede wszystkim z pasji. Jeśli robi się coś, co się kocha, nigdy nie idzie się do pracy. Komik i aktor jednocześnie – Chris Rock – powiedział kiedyś podczas show, że życzy wszystkim, którzy mają teraz pracę, aby w przyszłości mieli karierę. Ja życzę tego samego wszystkim ludziom, którzy na to zasługują.

Jak dbasz o formę poza sezonem?

Sezon nigdy się nie kończy (śmiech). O formę trzeba dbać cały czas. Jeśli w lesie jest zimno i jest pełno lodu, zawsze można pobiegać na bieżni w klubie, albo zakupić rowerek stacjonarny, a ciężary są dostępne przez cały rok.

Czy sport to Twój sposób na życie?

Nie do końca. Na pewno pomaga mi na co dzień, co kilkukrotnie podkreśliłem wcześniej, ale nie zarobkuję na tym w sensie dosłownym. Nie pracuję jako trerner personalny, nie jestem zawodowym sportowcem. Oczywiście wiedza na temat metodyki żywienia i wysiłku pomaga mi przekazywać najistotniejsze elementy i dzięki temu otwieram głowy kursantom. Trzeba uświadamiać ludzi w tym, że sport jest ważny, ale żywienie bez sportu, czy sport bez żywienia – nie ma racji bytu.

Jakie są Twoje plany sportowe na najbliższy czas?

Szlifować formę. Mobilność, stabilność, siła, kondycja, pilnowanie składu ciała. Proste.

Czy interesujesz się innymi dyscyplinami sportu, poza Twoją? Jakimi?

Współpracując z wieloma sportowcami muszę mieć chociaż blade pojęcie na temat tego, jaki jest to charakter wysiłku, jakie przemiany panują w większości treningów i jakie cechy motoryczne muszę wziąć najmocniej pod uwagę. Pasjonuję się sportami walki, ale zdarza mi się obejrzeć siatkówkę.

Co poradziłbyś osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem i mówią „To nie dla mnie! Nie dam rady!”?

„To bądźcie sobie przeciętni dalej” – to zazwyczaj powoduje największy szok i jest właśnie motorem napędowym do zmian. Głaskanie ludzi powoduje, że jeszcze bardziej się ze sobą pieszczą. A trzeba wziąć tyłek w troki i zasuwać.

Co według Ciebie leży u podstaw sukcesów sportowych?

Odpowiednio zgrana metodyka treningu idąca w parze z możliwie najlepszą dietą i suplementacją. Nie ukrywajmy, że większość osób trenuje tak, jakby miała być zawodowcami, a w międzyczasie wyprowadzają psy, wychowują dzieci, prowadzą firmy i starają się to wszystko połączyć niestety z całkowicie nie równającą stresorom dietą i regeneracją. A więc coś, co odpowiada za osiąganie sukcesów w sporcie to: konsekwentne realizowanie zamierzeń treningowych oraz dopasowany model żywienia i suplementacji – wbrew pozorom nie chodzi tu o kreatynę, białko i przedtreningówki, ale podstawy wyrównania niedoborów witaminowych i mineralnych oraz wsparcie dla pracy jelit, bo to tam rozpoczynają się wszelkie kłopoty dotyczące naszego zdrowia, o czym wspomniał już Hipokrates ponad 2000 lat temu. Dziś, nowoczesny styl żywienia zaburza oś mikrobiotyczno-jelitowo-mózgową, powodując kłopoty ze snem, rozdrażnienie i przewlekłe stany zapalne, które są podstawą pogorszenia stanu zdrowia.

Twoja pasja jest również Twoją pracą, jak znaleźć w tym wszystkim złoty środek?

Trzeba po prostu kochać to, co się robi, wtedy jest to czysta przyjemność. Oczywiście bywają chwile, że znajomi zawracają mi głowę na temat diety i suplementacji, co jest pogwałceniem zdrowej zasady „nie rozmawiamy o pracy po pracy”, ale rozumiem, że każdy chce się czegoś dowiedzieć od profesji, którą zajmują się znajomi.

Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

Nieco większa stabilizacja. Nie tak dawno temu wziąłem ślub i jeszcze cieszę się z faktu bycia nowożeńcem. Czas przed ślubem był również pracowity, bo wiązały się z tym zmiany kadry biurowej, sama zmiana lokalizacji biura.

Co czujesz ucząc innych?

Przede wszystkim ogromną radość. Uwielbiam dzielić się wiedzą z innymi i mam tak odkąd pamiętam. W szkole, nawet w czasie najwcześniejszej edukacji, wybierano mnie na lidera grupy, który miał zaprezentować całą pracę. Nigdy czułem presji, czy tremy, a w ciągu lat udało mi się to znacznie podszlifować. Uwielbiam wystąpienia publiczne i ten błysk w oku kursantów, kiedy widzę, że podałem im tę wiedzę w taki sposób, że skomplikowane elementy, które były wykładane wielokrotnie przez innych, dopiero teraz trafiły na podatny grunt, gdy porównało się je do prostych sytuacji życiowych. Albert Einstein mawiał, że jeśli ktoś nie jest w stanie powiedzieć czegoś w prosty sposób, to najpewniej sam tego nie rozumie. To jest moja główna maksyma i styl prowadzenia zajęć. Pewnie dlatego grupy cieszą się tak wysoką frekwencją na szkoleniach z dietetyki.

24. Jak to jest pracować na co dzień ze sportowcami, którzy osiągają sukcesy?

Szczerze? Ciężki kawałek chleba, ale także wielka satysfakcja. Nie ukrywajmy, że wielu z tych sportowców osiągało sukcesy już w przeszłości. Moi zawodnicy także byli w stanie robić wagę przed walką, ale od czasu podjęcia się współpracy z nami zauważają istotny wzrost samopoczucia, tempa regeneracji, czy też cech motorycznych: siła, wytrzymałość, dynamika i inne. Oczywiście wśród naszych podopiecznych są zarówno bardziej jak i mniej wylewni. Wiele osób zdaje sobie sprawę, że prowadzę m.in. Michała Materlę, Pawła Kiełka, Piotra Strusa, czy w przeszłości również naszą dumę, mistrzynię UFC Joannę Jędrzejczyk.

25. Co pomaga Ci utrzymać odpowiednią dietę?

Przede wszystkim wiedza, którą pogłębiam nie od dziś i nie zamierzam przestać tego czynić tylko dlatego, że jestem obecnie na szczycie. Rozwijać trzeba się całe życie. Oczywiście duża wiedza pozwala mi także wykorzystywać luki w żywieniu i zapewnić sobie zdrowy rozsądek, złoty środek. Pomimo faktu, że na co dzień jestem spójny z przekazywaną przeze mnie koncepcją dotyczącą żywienia i suplementacji, to raz na jakiś czas propaguję „cheat meale”, o których też wspominam na szkoleniu, takie niewielkie odejście od diety. Zgodnie z zasadą Pareto, 80% będzie czynnikiem satysfakcjonującym. Gdyby większość osób spośród powiedzmy 30 posiłków, które przysługują im w tygodniu 27 realizowała w sposób zgodny z odpowiednim podejściem, to… miałbym mniej pracy na co dzień (śmiech). Nie wolno się dać zwariować. To, że jestem dietetykiem nie oznacza, że nigdy nie jem lodów, czy dobrego hamburgera. Zjadam takie produkty, z tym, że bywa to naprawdę rzadko, zazwyczaj jako nagrodę za zrealizowane cele treningowe, dobre wyniki stanu zdrowia i optymalny skład ciała. Gdyby ludzie traktowali takie frykasy jako nagrodę za konsekwentne trzymanie się planu, byłoby dużo lepiej z ich zdrowiem i samopoczuciem.

26. Jakie są twoje ulubione produkty żywieniowe, które wzbogacają Twoją dietę?

W swojej koncepcji mocno wzoruję się na tak zwanej „diecie samuraja”, będącej odwzorowaniem diety wyspiarzy japońskich na przestrzeni setek lat. Oczywiście bywają pewne różnice, bo my nie trawimy wodorostów w tak dużej mierze, ale większość można idealnie dopasować, a wyniki zdrowotne i średnia długość życia Japończyków jest chyba najlepszym potwierdzeniem słuszności tego podejścia do żywienia oraz – co bardzo ważne – aktywności ruchowej, z której Japonia słynie nie od dziś. Moje ulubione produkty spożywcze to super kasze i naturalne zboża oraz bulwy bezglutenowe, takie jak: gryka, proso, komosa ryżowa, bataty, ziemniaki, maniok, czy zwykły ryż. Oprócz tego nie wolno nam zapominać o zdrowych tłuszczach i wbrew temu, co niestety nadal mówi się w mediach, nie chodzi o olej rzepakowy, pestki dyni, słonecznika i oleje z nich wytwarzane, a oliwę z oliwek, orzechy laskowe i macadamia, awokado i inne produkty bogate w kwasy tłuszczowe omega-9, a nie omega-6, jak to ma miejsce nadal w standardowej diecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *